niedziela, 21 marca 2010

I już po warkoczykach

Piątek zapamiętam jako dzień rozplatania warkoczyków...11godzin( z drobnymi przerwami) rozplatania..:] Ile to ja filmów w trakcie obejrzałam.Najbardziej to ja współczuje Tomkowi-bo to On rozplatał,ja sobie tylko grzecznie siedziałam..Ma chłopak cierpliwość.
Bez warkoczyków trochę tak lekko i dziwnie,ale już troszkę mi się nudziły.Wiem ,ze jeszcze do nich wróce...ale na razie:Ma ktoś pomysł co zrobić z włosami?



6 komentarzy:

kiwaczek2 pisze...

no co Ty dłużej rozplatać niż zaplatać? jakim cudem. mi zajmuje maz 2.5h.

mamalgosia pisze...

chyba bardziej podobasz mi się bez warkoczyków :)

Madelaine pisze...

Widać masz szybszego męża;) My się nie śpieszyliśmy,a poza tym kołtuny dały nam w kość;)

kiwaczek2 pisze...

nie mam męża ale mam mamę;) wiesz co ja kołtuny wyczesuję ale dopiero po myciu z giga ilością odzywki bo inaczej to rzeczywiście męka. I kołtuny oczywiście po paru myciach schodzą do końca.

Madelaine pisze...

No ja kołtunów pozbywam sie od razu; boje się ze potem nie dałabym im rady.Dlatego tyle zeszło,rozczesywanie po kazdym warkoczyku..

baglady pisze...

ja tez nie wiem dlaczego tak dlugo-widac nie uzywalaś odzywki w trakcie noszenia:)

 
Reklama na blogach - Blogvertising.pl